Nietrafiony prezent pod choinkę – co z nim zrobić?

Gdy świąteczne emocje opadną, a w głowie pojawiają się noworoczne postanowienia, pozostaje jeszcze coś. W końcu możemy pomyśleć o prezentach znalezionych pod choinką. I jak co roku pojawia się dylemat. Co zrobić z tymi, które kompletnie nam się nie przydadzą? Schować do szafy i zapomnieć? Mieć nadzieję, że będzie okazja do wykorzystania? A może na nich zarobić?

Domyślam się, że nie ma wśród nas osoby, która rozpakowując prezent już na wstępie wiedziała, że na nic jej zda się kolejna skarbonka albo maszynka do depilacji czy skarpetki. Choć nie. Tutaj się powstrzymam, bo przecież skarpet nigdy za dużo, prawda? Nawet tych do garnituru albo w dziecinne wzorki.

Może nikt nie zauważy. Z corocznych obserwacji i przejrzeniu wypowiedzi zamieszczonych w internecie przez wiele osób niezadowolonych z prezentów wynika, że największe „faux pas” pojawia się przy odzieży, kosmetykach i szeroko pojętej literaturze. Prościej mówiąc – książkach. Jednak… do rzeczy.

Pidżama to zły pomysł

Jak wyżej wspomnieliśmy, to chyba już tradycja, że do nieudanych prezentów zaliczają się ubrania. Jedna z pań dostała pod choinkę pidżamę ze sklepu erotycznego, która miała rozpalać i podniecać. Tak naprawdę okazała się koszmarna i po dziś dzień nie wiadomo kto, dla kogo i po co miał w niej fantazjować. Po świętach pidżama wrzucona do kartonu i odeszła w zapomnienie. Dwa lata później, w trakcie domowych porządków trafiła z kartonu na pobliski śmietnik.

Wybór prezentu dobrze przemyśl

Sprzedaj nietrafiony prezent

Pamiętajmy, że nie każdy nietrafiony prezent oznacza, że czegoś nie lubimy albo jest na nas za małe. Są po prostu rzeczy, które już posiadamy. Tak było w przypadku robota kuchennego wystawionego w serwisie sprzedajemy.pl. Jego ogłoszenie zaczynało się od słów: „Robot – nietrafiony prezent (bo już mam)”. W ciągu kilku dni ktoś kupił „nietrafiony prezent”. Sprzęt został sprzedany za 150 złotych i obie strony były zadowolone.

Podobnie jest z książkami wystawianymi na stronach lokalnych serwisów ogłoszeniowych. Jest to zrozumiałe, bo co z książka dla nastolatków ma zrobić kobieta w średnim wieku. Są też tacy, którzy prezentu po prostu nie sprzedają. Uważają, że nie powinno się sprzedawać czegoś co dostało się z jakiejś okazji. Więc książki (jako prezent, bo ciągle przy nich jesteśmy) stoją na półce i zbierają kurz.

Zapytaj o to „Co chciałbyś dostać”

Na koniec jeszcze sprawa, do której każdy podchodzi inaczej. Bowiem ilu ludzi tyle opinii. Jednak czy wypada pytać bliskich o to, co chcieliby ujrzeć pod choinką? Jest jeszcze druga strona. Czy w ogóle i jeśli tak, to co odpowiedzieć na takie pytanie?

Jeśli dowiemy się co chciałby dostać od nas druga osoba, wtedy mamy ułatwione zadanie. Tylko czy to jeszcze prezent? Dla jednych po prostu liczy się gest i będą zadowoleni z tego, co dostaną. Inni zaś mają sprecyzowane żądania i zależałoby im, by to znalazło się w „wigilijnych prezentach”.

Idąc tym tropem wychodzi na to, że najłatwiejsza sprawa jest z dziećmi. Przecież co roku piszą list do Mikołaja z odpowiednią listą życzeń. Niby nikogo nie proszą, a wszyscy wiedzą, co ma znaleźć się pod choinką. A gdyby taką listę zastosować też wśród dorosłych?

Udostępnij