Gdy świąteczne emocje opadną, a w głowie pojawiają się noworoczne postanowienia, pozostaje jeszcze coś. W końcu możemy pomyśleć o prezentach znalezionych pod choinką. I jak co roku pojawia się dylemat. Co zrobić z tymi, które kompletnie nam się nie przydadzą? Schować do szafy i zapomnieć? Mieć nadzieję, że będzie okazja do wykorzystania? A może na nich zarobić?
Domyślam się, że nie ma wśród nas osoby, która rozpakowując prezent już na wstępie wiedziała, że na nic jej się przyda kolejna skarbonka albo maszynka do depilacji czy skarpetki. Choć nie. Tutaj się powstrzymam, bo przecież skarpet nigdy za dużo, prawda? Nawet tych do garnituru albo w dziecinne wzorki.
Z corocznych obserwacji i przejrzeniu wypowiedzi zamieszczonych w internecie przez wiele osób niezadowolonych wynika, że największe „faux pas” pojawia się przy odzieży, kosmetykach i literaturze. Prościej mówiąc – problem tkwi w błędnym doborze rozmiaru, stylu czy odcienia, który nie pasuje do preferencji obdarowanego. Podobnie rzecz się ma z perfumami – nawet najpopularniejsze marki mogą nie odpowiadać indywidualnemu gustowi.
Nietrafiona odzież
Jak wyżej wspomnieliśmy, to chyba już tradycja, że do nieudanych prezentów zaliczają się ubrania. Jedna z pań dostała pod choinkę pidżamę ze sklepu erotycznego, która miała rozpalać i podniecać. Tak naprawdę okazała się koszmarna i po dziś dzień nie wiadomo kto, dla kogo i po co miał w niej fantazjować. Po świętach pidżama wrzucona do kartonu i odeszła w zapomnienie. Dwa lata później, w trakcie domowych porządków trafiła z kartonu na pobliski śmietnik.
Innym przykładem może być sweter w kolorze, którego nigdy nie nosimy, albo sukienka wizytowa w stylu kompletnie odmiennym od naszej codziennej garderoby. Zdarza się, że obdarowujący kierują się własnymi upodobaniami, zapominając o rzeczywistych preferencjach osoby obdarowanej. W efekcie ubrania lądują w szafie, gdzie czekają na okazję, która nigdy nie nadchodzi.
Problematyczne bywają także rozmiary – zwłaszcza w przypadku bielizny czy obcisłych strojów. Nikt nie lubi dostawać czegoś, co sugeruje „powinnaś schudnąć” albo „zdecydowanie przytyłeś”. Takie podarunki, zamiast cieszyć, wywołują dyskomfort i skrępowanie. Dlatego w przypadku garderoby warto kierować się konkretnymi wskazówkami od obdarowanej osoby lub po prostu wybrać bon zakupowy do ulubionego sklepu.
Sprzedaż prezentów
Pamiętajmy, że nie każdy nietrafiony prezent oznacza, że czegoś nie lubimy albo jest na nas za małe. Są po prostu rzeczy, które już posiadamy. Tak było w przypadku robota kuchennego wystawionego w serwisie sprzedajemy.pl. Jego ogłoszenie zaczynało się od słów: „Robot – nietrafiony prezent (bo już mam)”. W ciągu kilku dni ktoś kupił „nietrafiony prezent”. Sprzęt został sprzedany za 150 złotych i obie strony były zadowolone.
Podobnie jest z książkami wystawianymi na stronach lokalnych serwisów ogłoszeniowych. Jest to zrozumiałe, bo co z książką dla nastolatków ma zrobić kobieta w średnim wieku. Są też tacy, którzy prezentu po prostu nie sprzedają. Uważają, że nie powinno się sprzedawać czegoś co dostało się z jakiejś okazji. Więc książki stoją na półce i zbierają kurz.
Warto jednak rozważyć inne opcje zagospodarowania niechcianego podarunku. Można oddać go do fundacji charytatywnej, wymienić z innymi osobami przez platformy typu „grupy wymienne” na Facebooku, albo po prostu podarować komuś, kto rzeczywiście z niego skorzysta. Czasem lepszym rozwiązaniem niż trzymanie przedmiotu „na wszelki wypadek” jest przekazanie go dalej – wtedy prezent znajduje swoje prawdziwe przeznaczenie, a my zyskujemy miejsce w szafie.
Niektórzy decydują się też na zwrot towaru do sklepu, jeśli prezent został zakupiony w dużej sieci i zachowano paragon. Wiele punktów handlowych oferuje możliwość wymiany lub zwrotu w okresie do 14–30 dni od zakupu, co może być realną opcją zwłaszcza w przypadku elektroniki czy kosmetyków. Warto jednak pamiętać o dyskrecji – lepiej nie informować obdarowującego o takiej decyzji, by nie ranić jego uczuć.
Lista życzeń
Na koniec jeszcze sprawa, do której każdy podchodzi inaczej. Bowiem ilu ludzi tyle opinii. Jednak czy wypada pytać bliskich o to, co chcieliby ujrzeć pod choinką? Jest jeszcze druga strona. Czy w ogóle i jeśli tak, to co odpowiedzieć na takie pytanie?
Jeśli dowiemy się co chciałby dostać od nas druga osoba, wtedy mamy ułatwione zadanie. Tylko czy to jeszcze prezent? Dla jednych po prostu liczy się gest i będą zadowoleni z tego, co dostaną. Inni zaś mają sprecyzowane żądania i zależałoby im, by to znalazło się w „wigilijnych prezentach”.
Idąc tym tropem wychodzi na to, że najłatwiejsza sprawa jest z dziećmi. Przecież co roku piszą list do Mikołaja z odpowiednią listą życzeń. Niby nikogo nie proszą, a wszyscy wiedzą, co ma znaleźć się pod choinką. A gdyby taką listę zastosować też wśród dorosłych?
W praktyce wiele rodzin wprowadza właśnie takie rozwiązanie – wspólne ustalanie oczekiwań przed świętami. Nie oznacza to całkowitego pozbawienia elementu niespodzianki, ale pozwala uniknąć sytuacji, w której kupujemy coś kompletnie chybionego. Można na przykład przygotować krótką listę kilku propozycji, z których wybierze osoba obdarowująca – wtedy zachowujemy minimum nieprzewidywalności, jednocześnie zwiększając szansę na trafienie w gust.
Alternatywą może być prezent doświadczeniowy – bilety do teatru, voucher na kolację, kurs czy warsztat. Takie podarunki rzadziej trafiają do szafy z metką „do wykorzystania kiedyś”, bo z reguły angażują obdarowanego i tworzą wspomnienia. Warto też pamiętać, że najlepsze prezenty nie zawsze są najdroższe – liczy się przemyślana forma i realna przydatność dla konkretnej osoby.

Jeden komentarz
Ja raz sprzedałam, a raz oddawałam swój prezent. Dostałam kurtkę z burberry, ale kompletnie nie w moim guście. Za to na portalu ogłoszeniowym szybko znalazła nową właścicielkę… Drugi prezent do bluza, za ciasna w biuście. Ale na koleżance już bardzo dobrze leży. No i kilka drobnych upominków wylądowało na dnie szafy i tam pozostało…