Jak napisać piosenkę, żeby stała się hitem?

Skoro śpiewać każdy może to z pisaniem tym bardziej nie powinno być problemów. W końcu pisać potrafią wszyscy, zwłaszcza poprawną polszczyzną. Jak napisać piosenkę, żeby odniosła sukces? O czy pisać, żeby następnego dnia nucili ją wszyscy? Decyzja tak naprawdę zależy od Twojego pomysłu na siebie.

Muzyka czy tekst?

Przekładając to na muzykę, co powinno być pierwsze, muzyka czy tekst? Tutaj zdania są podzielone. Z reguły najpierw powstaje melodia, do której układa się tekst. Nie jest to oczywiście schemat. Na pewno wiele osób potrafi skomponować muzykę do słów, jeszcze lepiej, kiedy ktoś tworzy całą piosenkę.

Piosenka Disco Polo

Jeśli marzysz o tym, żeby zaistnieć w błyskawicznym tempie musisz napisać piosenkę disco-polo.  Tutaj temat, jaki podejmiesz jest zupełnie dowolny, chociaż wiadomo co najlepiej się sprzedaje. Na początku musisz mieć zarys tekstu, jakiś koncept. Najlepiej pisać o dziewczynie, która szalenie ci się podoba, a ty stosujesz najgorsze końskie zaloty na świecie, żeby ją zdobyć. Banalne? Niekoniecznie. Zespół Weekend na brak pieniędzy nie narzeka.

Piosenka o miłości…

To ulubiony temat nie tylko artystów muzyki relaksującej inaczej, ale też wokalistek/wokalistów popowych. Tutaj trzeba się już popisać większą znajomością wyszukanego słownictwa, a raczej największymi banałami i wyświechtanymi zwrotami w historii polskiej polszczyzny. Polscy artyści popowi wręcz kochają się w figurach retorycznych. Ocean łez, głębia twoich oczu, żar spojrzenia, palący smutek, most miłości i inne wichry namiętności. To sprzedaje się najlepiej.

Niby czemu Bajm od lat jest najlepiej zarabiającym zespołem w Polsce? Bo wyczuli, co będzie najlepiej opłacalne, czego zmęczone życiem i niewiernym mężem Polki będą chciały posłuchać wracając po pracy do domu i gotując obiad. Najlepsze jest to, co sprawi, że chociaż na chwilę oderwiemy się od rutyny i pogrążymy w marzeniach o idealnej miłości.

Dobre piosenki pisane w chwilach załamania

To po miłości kolejny temat, który dobrze się sprzedaje. Zresztą sami artyści mówią, że ich najlepsze płyty powstały w chwilach, kiedy mieli mniejsze lub większe załamanie nerwowe. Druga płyta Adele sprzedała się w milionach egzemplarzy, bo? Bo zalewała smutkiem z każdej możliwej strony.

Teksty o złamanym sercu, masochizmie wynikającym z tego, że nasz były-nie-były ukochany jest już z kimś innym, o dowartościowywaniu się po rozstaniu w pewnym stopniu są bliskie każdemu. Całe szczęście, że nie trzeba tego słuchać po polsku, bo pewnie wyszłoby banalnie. Adele nagrała świetną płytę, bo była na życiowym zakręcie. Strach myśleć jakie „dzieło” wyda będąc szczęśliwą matką.

Depresja po polsku

Na polskim rynku muzycznym też nie brakuje przedstawicieli artystycznej depresji. Mistrzynią dołów, anhedonii, katatonii i innych psychicznych udręczeń jest Kasia Kowalska. Na koncie nie ma żadnych skandali, a wydając każdą płytę, wcale nie musi zabiegać o popularność tańcząc z gwiazdo-tancerzami. Podobnie jest w przypadku Ani Dąbrowskiej, Edyty Bartosiewicz czy Kasi Nosowskiej. Może to i dobrze, że nie tylko szczęście się sprzedaje. W kraju tak depresyjnym jak nasz, daleko byśmy na tym nie zaszli.

Udostępnij