Uciekając w świat kina, pragniemy oderwać się od rzeczywistości i przeżyć coś niezwykłego. Filmy o miłości budują w naszej głowie przekonanie o tym, jak powinno wyglądać prawdziwe uczucie, być może trochę za bardzo je idealizując, ale nie chcemy patrzeć przecież na coś, co widujemy w codziennym życiu. Choć filmów o miłości powstały tysiące, jest kilka takich, które na dłużej zakorzeniły się w naszych umysłach i noszą dziś miano kultowych. Oto zestawienie pięciu produkcji, które wywarły największy wpływ na kinową wyobraźnię o romansie.
Nie każda z miłosnych opowieści zawsze kończy się szczęśliwie i nie każda spełnia nasze oczekiwania co do rezultatów uczuciowych zmagań, wciąż jednak siadamy przed kolejnymi produkcjami. Ciężko zrezygnować z tego często zupełnie odrealnionego obrazu romantyzmu na ekranie, który – mimo swojej nierealistyczności – daje widzom uczucie nadziei i wiary w siłę uczuć.
Film rozgrywający się na marokańskim wybrzeżu
Myśląc o miłości w światowej kinematografii, w głowie pojawia się niemal od razu tytuł „Casablanca”. Opowieść z udziałem Humphreya Bogarta i Ingrid Bergman podbiła serca milionów ludzi na całym świecie. Choć jej zakończenie nie należy do najszczęśliwszych, a miłość, wokół której się skupia, nie jest tą spełnioną, ciężko wyobrazić sobie bez niej listę najpiękniejszych romantycznych filmów wszech czasów.
Rick Blaine prowadzi bar w Casablance podczas II wojny światowej. Jego pozornie obojętne życie zmienia się diametralnie, gdy na progu lokalu staje Ilsa Lund – kobieta, którą kiedyś kochał i która złamała mu serce w Paryżu. Razem z nią przybywa jej mąż, czeski działacz ruchu oporu Victor Laszlo, potrzebujący pomocy w ucieczce przed nazistami. Rick staje przed wyborem między osobistym szczęściem a poświęceniem dla wyższej sprawy.
To kultowy majstersztyk kina lat 40. ubiegłego wieku i ciężko przejść obok niego obojętnie. Film zdobył trzy Oscary, w tym za najlepszy film i najlepszą reżyserię, a scena pożegnania na lotnisku pozostaje jedną z najbardziej pamiętnych w historii kinematografii.
Ekranizacja powieści Margaret Mitchell
„Przeminęło z wiatrem” to kolejny film, który od lat cieszy się niesłabnącą popularnością, pomimo tego, że trwa aż niecałe cztery godziny. Ta piękna adaptacja literackiego pierwowzoru porywa nas co najmniej kilka razy w roku, puszczana regularnie przez polską telewizję. Ciężko nie oprzeć się jednak wrażeniu, że jeszcze nikomu nie zdążyła się przejeść.
Kapryśna Scarlett O’Hara i playboy Rhett Butler to mieszanka na tyle wybuchowa, że na długo pozostaje nam w pamięci. Akcja rozgrywa się na tle amerykańskiej wojny secesyjnej i okresu rekonstrukcji Południa. Scarlett, córka bogatego właściciela plantacji, jest zakochana w Ashley’u Wilkesie, który jednak poślubia jej kuzynkę Melanie. Życie kobiety zmienia się drastycznie wraz z wybuchem wojny – traci majątek, dom i bliskich, ale nie traci determinacji do przetrwania.
Film pokazuje ewolucję relacji między dumną, nieustępliwą bohaterką a cynicznym awanturnikiem, którzy mimo wzajemnego pociągu nie potrafią znaleźć wspólnego języka we właściwym momencie. Dopiero gdy jest już za późno, oboje zdają sobie sprawę z głębi swoich uczuć.
Nowoczesna historia kopciuszka
W „Pretty Woman” przenosimy się do nieco bardziej współczesnych czasów i do nowoczesnej opowieści o przemianie, w której główną rolę gra znakomita Julia Roberts, odgrywająca postać rezolutnej prostytutki Vivian Ward. Edward Lewis, bogaty biznesmen grany przez Richarda Gere’a, przeżywa kryzys zawodowy i osobisty. Przypadkowe spotkanie z Vivian na ulicach Los Angeles zmienia życie ich obojga.
Taką metamorfozę z użyciem złotej karty kredytowej przeżyć chciałaby z całą pewnością każda z kobiet, a że historia miłości pani lekkich obyczajów i zamożnego biznesmena kończy się wyjątkowo dobrze, to już z całą pewnością wiecie. Edward zatrudnia Vivian jako towarzyszkę na tydzień oficjalnych spotkań biznesowych, płacąc jej za udawanie jego dziewczyny.
Z początku relacja jest czysto transakcyjna, ale wspólnie spędzony czas ujawnia prawdziwą osobowość obojga bohaterów. Vivian odkrywa świat kultury, elegancji i szacunku, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Edward natomiast uczy się od niej spontaniczności, autentyczności i radości życia, które zagubił w świecie korporacyjnych transakcji.
Film Gary’ego Marshalla stał się symbolem lat 90. i przyczynił się do powstania całego nurtu romantycznych komedii o nieprawdopodobnych związkach.
Taneczna historia dojrzewania
„Dirty Dancing” jest następną miłosną produkcją, którą obejrzał niemal każdy z nas. Słynny film o „wirującym seksie” to opowieść o tym, jak młoda zahukana dziewczyna odkrywa swoje ciało i zdobywa pewność siebie pod okiem przystojnego instruktora tańca. Ta historia porywa nas bardziej niż wszelkie modne dziś programy telewizyjne skupiające się wokół gwiazdorskich tanecznych wygibasów.
Frances „Baby” Houseman spędza wakacje z rodziną w kurorcie w górach Catskill w 1963 roku. Siedemnastoletnia dziewczyna, wychowana w dostatnim domu lekarza, żyje w świecie jasno określonych zasad i oczekiwań. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Johnny’ego Castle’a – instruktora tańca z personelu ośrodka, pochodzącego z zupełnie innej klasy społecznej.
Baby fascynuje się światem tańca i spontaniczności, który reprezentuje Johnny. Gdy jego partnerka taneczna Penny potrzebuje pomocy, dziewczyna wkracza w rolę zastępczyni i uczy się skomplikowanych kroków do finałowego występu. Wspólne treningi zbliżają do siebie bohaterów, mimo przepaści klasowej i sprzeciwu rodziny Baby.
Film Emile’a Ardolino nie tylko przedstawia piękną historię miłosną, ale też porusza tematy nierówności społecznych, emancypacji i prawa do decydowania o własnym ciele. Legendarny taniec do utworu „(I’ve Had) The Time of My Life” oraz replika „Nikt nie stawia Baby w kącie” na trwałe wpisały się w popkulturę.
Mozaika bożonarodzeniowych uczuć
Najświeższym z wymienionych filmów jest uwielbiana przez młodszych i starszych kinomanów mozaika kilku niezwykle ciekawych i na swój sposób zabawnych oraz wciągających historii miłosnych, mających miejsce w okresie około bożonarodzeniowym. Nie sądzę, aby istniała osoba, która potrafiłaby oprzeć się urokowi filmu „To właśnie miłość”.
Reżyser Richard Curtis stworzył dzieło, które splata ze sobą losy kilkunastu postaci w przedświątecznym Londynie. Każda z równoległych opowieści przedstawia inny aspekt miłości – od pierwszego zauroczenia, przez miłość w długoletnim związku, po miłość nieszczęśliwą i niewzajemnioną. Wśród bohaterów znajdują się premier Wielkiej Brytanii zakochujący się w młodej pracownicy, mężczyzna przeżywający zdradę żony, pisarz uciekający przed rozczarowaniem do Francji, czy nastolatek marzący o zdobyciu serca koleżanki ze szkoły.
Film pokazuje, że miłość przybiera różne formy i nie zawsze kończy się szczęśliwie, ale zawsze zasługuje na to, by o nią walczyć. Świąteczna atmosfera stanowi tło dla uniwersalnych emocji, które łączą wszystkich bohaterów niezależnie od wieku czy statusu społecznego.
Jeżeli więc go jeszcze nie widzieliście, najbliższe święta będą idealną porą, aby to nadrobić. Warto przy okazji wybrać inne produkcje odpowiednie na wspólny seans z bliskimi, które podobnie jak „To właśnie miłość” łączą wartości rodzinne z lekkością formy. Film „Listy do M” to jedna z chętniej oglądanych komedii przez Polaków, będąca polskim odpowiednikiem brytyjskiej produkcji. W roku premiery cieszyła się niesłabnącym zainteresowaniem wśród miłośników kina.

4 komentarze
Ze wszystkich wymienionych wyżej filmów nie widziałam tylko Casablanki,a resztą to i z milion razy. To są kultowe filmy do których co prawda dodałabym jeszcze kilka innych propozycji, ale nie będę się już czepiać. Te filmy to klasyka gatunku i każdy powinien je zobaczyć.
A to ja widziałam Casablankę. Ale nie do końca mi się ten film podobał. Wolę „P.S I love You”, „Pamiętnik” i „Szkołę uczuć”. Znacie? Ja niemalże wyłam… W zasadzie to są filmy do których mogę wrócić, czego nie mam zazwyczaj w nawyku.
Też nie widziałam Casablanki, a Przeminęło z wiatrem mnie nudziło. Już chyba wolę książkę. No i mi w tej liście zdecydowanie brakuje Pamiętnika. Znacie ten film z Goslingiem?
To chyba najsłynniejsze, ale czy rzeczywiście najpiękniejsze?
Swoją drogą, dziwi mnie brak „Titanica”. Dobrze by się tu wpasował.
Jeszcze dodam, że pewnie jestem jakiś spaczony, ale moim zdaniem najładniej wątki miłosne są przedstawione w filmach animowanych, takich typu „Zaplątani” czy „Aladyn”; z jakimś takim wyczuciem romantyzmu, którego filmy aktorskie najczęściej nie mają.